niedziela, 2 lipca 2017

Rozdział 2

Siedziała na łóżku z pochyloną głową do przodu, nogi swobodnie zwisały z materaca. Westchnęła przeciągle, wzrokiem wodząc po białych ścianach.
*retrospekcja*
-To ona - podniosła na niego wzrok - ta blondynka to Lucy Heartfilia.
Na twarzy Redfoxa zagościł niebezpieczny uśmiech, natomiast z twarzy Juvii nie można było odczytać żadnych emocji, totalna pustka. Pora zaczynać. 
-Więc co robimy? - Spytała po dłuższej chwili ciszy.
-To co było od początku ustalane, zabijemy ją.
Przewróciła wymownie oczami i uniosła ręce do góry jakby w geście modlitwy.
-Nie o to mi chodziło, raczej o plan działania - powiedziała wszystko na jednym wydechu.
-Hm, tu może być problem, ale chyba mam pomysł - uśmiechnął się zawadiacko.
-Jaki? - Zmarszczyła brwi, nie podobała jej się ta mina.
-Powiemy, że jesteśmy magami i chcemy dołączyć do ich gildii - wzruszył ramionami, jakby było to najprostszym rozwiązaniem.
-O nie! Mowy nie ma. Wolę to załatwić szybko i mieć z głowy. Nie chcę zostawać tu minuty dłużej - mimo wypowiadanych słów, czuła, że oszukuje samą siebie. Chciała tu zostać i to bardzo.
-A masz inną propozycję? - Spojrzał na nią spod byka.
-Ja... um...
-Tak jak myślałem - położył dłoń na niebieskich włosach i lekko je poczochrał - damy radę, potrzebuje jedynie Twojej "zgody" - mówiąc ostatnie słowo zrobił znak cudzysłowy w powietrzu.
Kiwnęła głową niepewnie. Nie chciała się z nim sprzeczać, sama i tak nie miała lepszego pomysłu.  
*koniec retrospekcji*
Pora wcielić plan w życie. Zeskoczyła zgrabnie z łóżka i pomaszerowała w stronę wyjścia, złapała za klamkę i uchyliła drzwi. Nie spodziewała się, że za drzwiami spotka kelnera z tawerny.
-Jak się czujesz? - Zapytał jakoś tak bez uczuciowo.
-Dobrze - kiwnęła głową - dziękuje za pomoc.
-To drobnostka, zawsze pomagamy potrzebującym - delikatnie się uśmiechnął, jednak w tym uśmiechu było coś dziwnego.
Patrzyła na niego jak oczarowana, nawet nie potrafiła sobie wyobrazić, że właśnie z nim rozmawia. To wszystko było takie dziwne.
-Em... nazywam się Juvia - nie wiedząc co powiedzieć, wystawiła dłoń przed siebie.
-Gray - delikatnie uścisnął jej dłoń, a po całym ciele dziewczyny przeszły ciarki - bardzo szybko doszłaś do siebie.
Oh, super. I co mam mu teraz powiedzieć?
-Czasami tak mam, ale to nic poważnego - Co Ty wygadujesz Juvia? 
-Czasami? - Zdziwiony uniósł brew.
-Tak - kiwnęła głową, a jej uśmiech delikatnie się poszerzył. No dalej, uwierz mi.
-Skoro tak mówisz. Najważniejsze, że już wszystko dobrze.
Czarne tęczówki chłopaka prześwietlały ją na wylot. Czuła się przy nim taka naga, ale nie to było najgorsze. Najgorsze było to, że przy nim czuła się jakby odpowiadała za całe zło tego świata.
-Przepraszam, ale wiesz może gdzie jest mistrz gildii?
-Na dole piję - wskazał palcem na schody za sobą.
-Więc ja już chyba pójdę, jeszcze raz dziękuje - uśmiechnęła się wdzięcznie i nie patrząc na obiekt westchnień, wyminęła go i zbiegła szybko po schodach, czując ciągle na plecach JEGO wzrok.
Będąc na dole rozejrzała się dokładnie po pomieszczeniu, aż poczuła jak ktoś na nią wpada.
-Ups przepraszam - powiedział chłopak, uśmiechając się przy tym uroczo.
-Natsu mógłbyś bardziej uważać - skarciła go blondynka.
-Nic nie szkodzi - rzuciła i zmierzyła w kierunku mistrza gildii - przepraszam czy mogę z Panem zamienić słówko? - Rzuciła uprzejmie.
Makarov uniósł znad kufla zamglony wzrok, a na twarzy zagościł leniwy uśmieszek.
-Z tak pięknymi kobietami - oczywiście!
Wywróciła teatralnie oczami i podążyła za niziołkiem, który zeskoczył o dziwo na równe nogi ze stołka i skierował się w stronę swojego gabinetu.
-Więc o czym chciałaś ze mną porozmawiać? - Zasiadł w fotelu.
-Em... - nie wiedziała jak zacząć rozmowę, nie była na to przygotowana.
-Śmiało nie krępuj się - uśmiech nie schodził z twarzy staruszka, ale to zapewne z nadmiaru alkoholu.
-Czy ja i mój przyjaciel, moglibyśmy tu zostać trochę dłużej? - Zapytała na jednym wdechu. Idiotka.
-Nie macie gdzie się podziać?
-Tak, dokładnie - szybko pokiwała głową - oczywiście nie na zawsze - podkreśliła dosadnie ostatnie słowa.
-Nie widzę problemów, ale czy nie chcecie zostać w Fairy Tail na zawsze?
-Um... nie - mruknęła.
-Rozumiem - powiedział smutno - zaraz poproszę Mirę, aby naszykowała wam pokoje.
-Dziękuje - kiwnęła głową, zmuszając się do uśmiechu.
***
Szukała zawzięcie w plecaku swojego zlecenia, ale nigdzie nie mogła go znaleźć. Spanikowana przeszukała jeszcze raz pokój, ale kiedy na nic zdał jej się trud, jak strzała wybiegła z pokoju i pobiegła do Gajeel'a. Nie pukając wparowała do środka, jakby od tego zależało jej własne życie.
-Hej, czy Ty nie umiesz... - brunet podniósł się z łóżka, ale nie było dane mu dokończyć.
-Nie ma go! - Wykrzyczała w akcie desperacji.
-Czego nie ma? - Uniósł brew.
-Nie wiem, zgubił się, a miałam ciągle w plecaku. Nie mam pojęcia gdzie on jest, szukałam już wszędzie. - Mówiła szybko i chaotycznie.
-Hola, hola. Zwolnij - podszedł do dziewczyny - czego nie ma?
-Zlecenia naszego, miałam go w plecaku, ale już tam go nie ma - do oczu podeszły jej łzy. To chyba niemożliwe, żeby...
-Gihi.
-I z czego się tak cieszysz? - Teraz już była wkurzona.
Nic nie mówiąc, podszedł do szuflady i wyjął z niej kawałek papieru, machając nim przed nosem Juvii.
-Jesteś nieznośny - wyrwała mu zlecenie z dłoni.
-Nie złość się tak - pociągnął jej lewy policzek.
-Postaram się - sztuczny uśmiech wykwitł na twarzy Lockser, po czym opuściła pomieszczenie, dosyć głośno trzaskając drzwiami.
Zamknęła oczy maszerując w kierunku swojego pokoju, trzymając w zaciśniętej dłoni kartkę. Nie była na niego zła, może trochę. Ale naprawdę śmiertelnie ją wystraszył, przecież gdyby ktoś z gildii zobaczył to zlecenie... Po plecach wodnej kobiety, przeszły ciarki, nawet nie chciała wyobrażać sobie tego co by się stało. Fatum, które nad nią krążyło, dało jej się jednak we znaki, gdy rozluźniła trochę uścisk, zapominając co właśnie niesie w ręku, a skrawek papieru poleciał prosto pod nogi nieznajomego.
-Ja to podniosę - schyliła się szybko, jednak obca osoba była znacznie szybsza zupełnie jak błyskawica.
-Zabić Lucy Heartfilię? - Przeczytał na głos i spojrzał swoim przeszywającym wzrokiem na maginię.
Mamy problem.
-Lucy? - Udała głupią. 
Szaro-niebieskie tęczówki się zwęziły, a czoło zmarszczyło. Wyglądał naprawdę groźnie, nawet nie chciała z nim zaczynać walki. To nie tak, że jest słaba, ale każdy ma swoje chwile słabości, a ona właśnie czuła jak strach paraliżował ją od nasady stóp aż po samą głowę.
-Tak, Lucy - schował dłoń do ze zleceniem do kieszeni.
Patrzyła na tego wysokiego i tęgiego mężczyznę, coraz bardziej martwiąc się o to co zaraz nastąpi. Spojrzała na jego blond włosy, które zaczesane były do tyłu, parę z kosmyków opadało na jego czoło. Na uszach słuchawki, a na ramionach zarzucony płaszcz zakończony futrem, pod spodem miał zwykły czarny top oraz czerwone spodnie. Jednak najbardziej jej uwagę przykuła blizna na prawym oku chłopaka, w kształcie błyskawicy. A może tak, spróbować go podejść z innej strony.
-Mogę o coś zapytać? - Szybko zmieniła temat i nie czekając na odpowiedź, wskazała palcem na jego twarz - skąd ta blizna?
Dostrzegła na jego twarzy zmieszanie. 1-0 dla Juvii.
-Nie powinno Cię to interesować - warknął po chwili - a teraz opowiedz mi kto wam dał to zlecenie i z jakiej gildii jesteście?
Cholera, 1-1. Głupia sądziłam, że pójdzie znacznie łatwiej.
-Laxus! - Przy nich zjawił się zielonowłosy chłopak - mistrz kazał nam jak najszybciej wykonać zlecenie - podał mu skrawek papieru.
Zbawienie boskie.
Chłopak dokładnie otaksował wzrokiem zlecenie, po czym kiwnął głową i ruszył za swoim przyjacielem, spoglądając w tył.
-Z Tobą jeszcze nie skończyłem - wystawił dłoń, wokół której pokazały się złote błyskawice.
Przełknęła głośniej ślinę. Gajeel, mamy bardzo poważny problem. 


Hej kochani! Nowy rozdział już jest, a z nim mała afera. Jak myślicie co z tego wyniknie? ;)
Nie zapomnijcie zostawić komentarza i oczywiście do następnego weekendu :)



niedziela, 25 czerwca 2017

Rozdział 1

Przemierzała spokojnym aczkolwiek stanowczym krokiem uliczki miasta. Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem dostrzegając kątem oka grupkę nastolatków beztrosko wygłupiających się przy straganie z owocami. Nie umknęło to jej przyjacielowi, który bacznym okiem obserwował dziewczynę od momentu przekroczenia bram miasta.
-Chyba zbiera się na deszcz - usłyszała głos w tłumie, a swój wzrok od razu skierowała w górę.
Ciemne chmury wisiały wysoko na niebie zwiastując lada moment ulewę. Westchnęła przeciągle pod nosem. Zawsze tak było. Gdzie ona, tam deszcz. Nienawidziła tego, ale nie potrafiła w żaden sposób temu zaradzić.
-Nie przejmuj się tym - rzucił na odczepne Gajeel.
Odwróciła głowę w jego stronę nieco rozbawiona. Kochała go jak własnego brata. Zawsze jej we wszystkim pomagał, ponadto potrafił podnieść ją na duchu, a to już było nie lada wyzwanie. Najważniejszym był jednak fakt, że cenił ją taką jaką jest. Posłała mu wdzięczny uśmiech, a on tylko prychnął rozbawiony reakcją dziewczyny. Dobrze wiedziała, że gdyby zaszła taka potrzeba to bez zawahania oddałaby za bruneta życie.
-Może powinniśmy gdzieś przeczekać? - Wskazała palcem w kierunku chmur.
-Czyżbyś się bała małego deszczyku? - Podkreślił wyraźnie dwa ostatnie słowa.
-Też mi coś - wzruszyła ramionami - ale nie chcę, żebyś Ty się przeziębił - wystawiła mu język.
-Ty mała... - spróbował złapać ją w swój żelazny uścisk, jednak tym razem była szybsza i zrobiła unik - i tak Cię dorwę.
Z głębi gardła dziewczyny wydobyła się dźwięczna melodia nazywana śmiechem i w tym momencie z nieba spadły krople wody, które zwiastowały nadejście wodnej kobiety.
***
-Siedzimy tu już od 3 godzin, a i tak nie przestaje padać - chłopak przejechał dłonią po twarzy odgarniając zmęczenie.
Nie odzywała się, w głębi serca z nieznanego powodu było jej strasznie przykro. Tylko czemu? Może tym, że są coraz bliżej celu? Rozejrzała się ukradkiem po tawernie, w kącie jedynie siedziało dwóch starszych rybaków, którzy popijali piwo. Zamknęła oczy i ścisnęła nasadkę nosa, czując przeszywający ból głowy. Oparła łokcie o blat, a dłonie przyłożyła do głowy, robiąc okrężne ruchy na skroniach. 
-Jeszcze chwila - mruknęła niezrozumiale pod nosem.
Mimo zamkniętych powiek dobrze wiedziała, że chłopak w tym momencie skinął głową. Ugh, jak boli. To była jedyna myśl, która powtarzała się w umyśle dziewczyny. Z minuty na minutę stan Juvii się pogarszał. Nawet nie zauważyła kiedy stanął przy niej młody barman i zapytał ochrypłym głosem czy czegoś potrzebuje. Zamglonym wzrokiem spojrzała na ową postać, która nie dawała jej spokoju. Poczuła przyspieszone bicie serca, a na policzkach ogromne palące rumieńce. Był nieziemsko przystojny. Wysoki brunet z umięśnioną posturą, wyglądający na oko jej wieku. Ale nie to oczarowało Lockser, a jego wielkie czarne oczy, w których mogłaby utonąć. Przełknęła głośniej ślinę, gdy chłopak ponowił pytanie.
-N-nie, dziękuje - w gardle narosła wielka gula, co utrudniało mówienie.
-Ja też dziękuje - rzucił szybko Gajeel, nie czekając na pytanie kelnera.
Chłopak skinął głową i odszedł od stolika mijając się po drodze ze szkarłatnowłosą pięknością.
-Koniec Gray naszej zmiany, możemy wracać do domu.
A więc ma na imię Gray. Ból głowy jakby odszedł w zapomnienie, całą sobą była zapatrzona w chłopaka, który chwilę temu przekroczył drzwi zaplecza. Przyłożyła zimne dłonie do policzków, aby pozbyć się wypieków.
-Gihi - spojrzała pytająco na swojego kompana - czyżby spodobał Ci się ten kelner? - wskazał palcem w stronę nieznajomego.
-Co? Nie! Jasne, że nie! Nawet go nie znam - poderwała się gwałtownie z krzesła machając rękoma na wszystkie strony.
Obecni ludzie w barze ucichli i skierowali wzrok w stronę magów. Poziom zażenowania osiągał już w tym momencie stopień maksymalny, nie bacząc na klientów ani swojego przyjaciela usiadła ponownie na stołku i spuściła głowę w dół. Oh, Boże. Co za wstyd. Delikatna dłoń zaczęła gładzić ramię Juvii, zaskoczona uniosła wzrok i ujrzała piękny uśmiech kelnerki. Długie czerwone włosy opadały na ramiona dziewczyny, a grzywka przysłaniała prawe oko. Orzechowe oczy, wyrażały jednak zaniepokojenie, ale można było w nich dostrzec coś więcej. Jednak w tej chwili nie potrafiła doprecyzować co to było. Ubrana w białą koszulę z niebieską kokardką pod gardłem i tego samego koloru spódnicą do kolan.
-Wszystko w porządku? - zapytała, kiedy lazurowe oczy tak dokładnie ją badały.
-Tak, w najlepszym. Dziękuje - skinęła głową, a Tytania zabrała rękę.
Kątem oka dostrzegła jak Gajeel wykonuje dyskretny ruch głową w kierunku ramienia dziewczyny. Zmrużyła powieki i wychyliła się delikatnie na krześle do przodu, po czym zauważyła wyraźny "tatuaż" gildii Fairy Tail. Ale zaraz jeśli ona jest w tej gildii, to znaczy, że on też? Zagryzła dolną wargę i czekała na znak przyjaciela. Kiedy brunet w końcu wyszedł z zaplecza, Gajeel kiwnął porozumiewawczo głową w stronę Juvii. Wzięła ostatni głęboki wdech i szybko podniosła się z krzesełka co spowodowało silny zawrót głowy, przez co upadła na podłogę, w ostatnim momencie jednak ktoś ją powstrzymał od uderzenia o posadzkę, były to ramiona kelnerki.
-Co jest? - Gray szybko podbiegł do nich.
-Ma gorączkę - powiedziała Tytania, przystawiając dłoń do czoła Lockser - musimy ją zabrać do gildii, nie wygląda za dobrze.
-Wezmę ją - Redfox podszedł i wziął nieprzytomne ciało wodnej kobiety w ramiona.
-Pospieszmy się nie wygląda za dobrze - rzucił Gray i na przodzie z Erzą ruszył w stronę gildii, a za nimi dwóch magów, którzy jedynie lekko skinęli głowami w swoim kierunku i powrócili do udawania, aby tylko jak najszybciej złapać cel.
***
Zamrugała kilkakrotnie, kiedy oślepiające światło uderzyło w jej powieki. Co jest? Gdzie jestem? Niemrawym wzrokiem rozejrzała się po pokoju. Był cały pomalowany na biało. Prawie jak w psychiatryku. Przemknęło przez jej myśl. Pokój był zapełniony jedynie łóżkami z szafeczkami przy każdym z nich. Eh, a gdzie Gajeel?! Która jest w ogóle godzina? Zamaszystym ruchem ściągnęła z siebie kołdrę, jednakże ktoś ją powstrzymał. Spojrzała na ręce obcego, na prawej widniał różowy znak gildii. Uniosła trochę wyżej wzrok i ujrzała rozweseloną twarz blondynki o kasztanowych oczach.
-Dzięki Bogu, że już wszystko z Tobą w porządku - odetchnęła z ulgą członkini Fairy Tail - ale powinnaś odpoczywać, nie wyglądasz jeszcze za dobrze, poza tym Polyriusca zaleciła leżenie.
-Gdzie ja jestem? - Spytała Juvia jakby zaspanym głosem.
-W sali szpitalnej Fairy Tail - uśmiech nie schodził z jej twarzy.
-A gdzie Gajeel? - Rozejrzała się dookoła, upewniając się czy na pewno nie ma go w pomieszczeniu.
-Chodzi Ci o Twojego towarzysza? - Kiwnęła głową w odpowiedzi - Siedzi na dole, zawołać go?
-Tak, jeśli to nie problem - wymusiła delikatny uśmiech.
-Jasne, że nie. Tylko Ty leż i odpoczywaj - magini gwiezdnych duchów, dźwignęła się i zmierzyła w kierunku drzwi w momencie kiedy chwyciła za klamkę odwróciła głowę jeszcze w stronę chorej - trochę niegrzecznie z mojej strony, zapomniałam się przedstawić.
-Oh, nic się nie stało, ja też zupełnie o tym zapomniałam - zaśmiały się razem.
-A więc jak masz na imię?
-Juvia. Juvia Lockser - powiedziała trochę poważniejszym głosem.
-Miło mi Cię poznać Juvio, nazywam się Lucy Heartfilia - poszerzyła uśmiech o ile było to możliwe, po czym przekroczyła próg i już tylko za drzwi słychać było jak zbiega na dół po schodach.
Źrenice się zmniejszyły, a buzia lekko rozdziawiła w niedowierzaniu. To był jej cel. Zacisnęła dłonie na kołdrze. Nie mogła, bądź nie chciała w to uwierzyć. Za długo jednak nie pobyła ze swoimi myślami sam na sam, gdy usłyszała skrzypienie, co zwiastowało przybysza. Nawet nie odwróciła się w jego stronę, dobrze wiedziała, że to Gajeel.
-Długo masz zamiar tu leżeć? - Usiadł na stołku, na którym przed chwilą siedziała członkini Fairy Tail.
-To ona - jedyne co potrafiła wydukać w tej chwili.
-Co? - Chłopak zmarszczył brwi nie do końca rozumiejąc intencji przyjaciółki.
-To ona - podniosła na niego wzrok - ta blondynka to Lucy Heartfilia.
Na twarzy Redfoxa zagościł niebezpieczny uśmiech, natomiast z twarzy Juvii nie można było odczytać żadnych emocji, totalna pustka. Pora zaczynać.


Hej kochani, jak się podobał rozdział? Wiem, że miał się pojawić wczoraj, ale niestety nie wyrobiłam się. W każdym razie pierwszy rozdział już dziś. Zostawcie po sobie komentarz, chce wiedzieć ilu was tu jest :) Także do następnej soboty lub niedzieli!

czwartek, 15 czerwca 2017

Prolog

Długie, kręcone, niebieskie włosy były targane przez wiatr we wszystkie możliwe strony. Znowu stała nad klifem, który wywoływał u niej ból, strach, odrzucenie, rozpacz. Spojrzała po raz ostatni w ciemną otchłań dna oceanu, po czym zamknęła oczy czując jak jej serce przyspiesza bić.
-Juvia? - Usłyszała pytający głos swojego przyjaciela.
Mozolnie przekręciła głowę w jego stronę, jej oczy nadal pozostawały zamknięte.
-Wszystko w porządku? - Tym razem dało się usłyszeć nutę zaniepokojenia oraz troski pytającego.
Uniosła powieki pokazując światu swoje piękne błękitne tęczówki, które od blasku słońca świeciły jeszcze jaśniej niż zwykle.
-Tak, dziękuje - uśmiechnęła się, aby uspokoić Gajeel'a.
Chłopak kiwnął głową niezbyt przekonany wypowiedzią przyjaciółki.
-Powinniśmy ruszać, mamy misję do wykonania - rzucił krótko i nie zwracając uwagi już na dziewczynę ruszył przed siebie.
Westchnęła cicho, spoglądając ostatni raz w miejsce, w które tak przed chwilą uporczywie się wpatrywała, po czym puściła się biegiem za brunetem. Nie odzywając się słowem szła obok niego ze spuszczoną głową, kopiąc co chwilę kamyki na drodze. Rozmyślała nad misją, która została im powierzona. Zacisnęła małe piąstki i nadęła policzki. Nie chciała krzywdzić, nie chciała ranić, a przede wszystkim nie chciała zabijać. Jednak nie miała innego wyboru. Misja, która została im przydzielona tego właśnie od nich wymagała. W powietrzu unosiła się coraz bardziej gęsta atmosfera między dwoma magami.
-A gdyby tak... - nie zdążyła dokończyć, kiedy poczuła dużą dłoń Gajeel'a na swojej głowie.
Spojrzała w jego czerwone tęczówki, dostrzegając w nich niebezpieczny błysk. Wydęła wargi w dół, widząc jego poważną. 
-Nie musisz tego robić, sam to załatwię, a pieniędzmi podzielimy się na pół.
-Nie, pomogę Ci - odpowiedziała ściszonym głosem.
Chłopak posłał jej najcieplejszy uśmiech na jaki było go stać, aby dodać otuchy przyjaciółce. Odwzajemniła z ledwością uśmiech, który bardziej wyglądał jak grymas, po czym gwałtownie odwróciła głowę czując zbierające się łzy pod powiekami.
***
-Jesteśmy na miejscu - brunet uśmiechnął się szeroko, pokazując przy tym szereg białych zębów.
-Tak, jesteśmy - w jej głosie nie czuć było tego zapału.
Spojrzeli ostatni raz na tabliczkę "Magnolia", po czym przekroczyli bramy wchodząc do miasta. Teraz musieli tylko odnaleźć kobietę, która zwała się Lucy Heartfilia... i ją zabić.


Prolog miał się pojawić w sobotę, a jednak jest już dzisiaj, krótki, bo krótki, ale mam nadzieję, że interesujący. Pierwszy rozdział pojawi się już w kolejną sobotę (może i szybciej). Zostawcie po sobie komentarz, żebym wiedziała ilu was tu jest! Do zobaczenia pod następnym postem :)

środa, 14 czerwca 2017

Bohaterowie

Juvia Lockser lat 21

Miła i spokojna dziewczyna, która szuka miłości swojego życia, jednakże jej przeszłość stanowczo na to nie pozwala.

Gray Fullbuster lat 23
Zawsze bojowo nastawiony do nowo poznanych osób, a zwłaszcza wrogów. Ale co z nią?
Erza Scarlet lat 22
Silna, piękna i przyjacielska. Ale i Tytania skrywa swoje mroczne sekrety.
Jellal Fernandes lat 24
Mało ufny, jednak są osoby za którymi poszedłby w ogień.
Lucy Heartfillia lat 19
Nie lubi się pakować w kłopoty, jednak jak to mówią "czego nie robi się dla przyjaciół".
Natsu Dragneel lat 23
Najbardziej narwany z całego towarzystwa. Wszyscy wiedzą, że mogą na niego liczyć, tylko czy na pewno?

I INNI

Nowy blog, nowa opowieść

Hej wam wszystkim! Niektórzy z was już mnie znają pod pseudonimem Marzycielka Karolina, z bloga o Gruvii, niestety musiałam usunąć tamtego bloga gdyż moja wena na dobre mnie opuściła i nie miałam żadnego pomysłu na dalszy ciąg historii. Dlatego teraz przychodzę do was z nowym pseudonimem, nowym blogiem i nową historią. Blog będzie się konkretnie skupiał na moim ulubionym shipu mangi Hiro Mashimy Fairy tail, a mianowice Gruvii, oczywiście nie zabraknie również Jerzy (mojego drugiego ulubionego shipu) oraz Nalu. Jeśli jesteście ciekawi historii to serdecznie zapraszam do czytania lektury. Prolog już niedługo! 

Statystyka

Szablon wykonała Sasame Ka z Panda Graphics